niedziela, 2 grudnia 2012

Un dia especial


Paryż
Przechadzam się jego ulicami, wąskimi, oblanymi jesiennym słońcem, którym napawam się rozpaczliwie tuż przed powrotem. Tuz przed ucieczką w rzeczywistość. 
Tuż przed zrezygnowaniem ze wszystkiego. 
Tuż przed końcem.
Zostawiam za sobą namiętną noc i powoli wdycham powietrze, jakieś inne... Jakoś inaczej wypełnia płuca... A może to tylko ja? Może się zmieniam? A może to po prostu to miasto... Wchłania mnie w siebie i staję się jego częścią, gubiąc się po drodze, zatracając, w nieprzystojnych kabaretach, w chłodnym szampanie, cienkich pończochach i nieprzespanych nocach...  Miasto pochłania mnie i rozkochuje w sobie, bezczelnie, nie zwracając uwagi na to, że nie mogę, że zaraz wracam, że ja tylko na chwilę... Kocha namiętnie i do bólu a potem zostawia. Jak On. A może to ja uciekam... 
Zakochałam się. W odrobinach słońca w Sekwanie, mieszance kolorów i książkach za 20 centów. 
I we wspomnieniach.